„Nic nie musisz” Czyli przestań być sam sobie katem.

Mam tyle rzeczy do zrobienia. Wiecznie listy, wieczny mętlik w głowie. Lista do zrobienia na dzisiaj, rzeczy do zrobienia w tym tygodniu, w roku, przez całe życie. Wiecznie w biegu, bo wiecznie coś „musisz”. Możesz teraz mi odpowiedzieć „Ale to moje obowiązki, nie mogę wszystkiego tak po prostu zaniedbać. Tak wygląda życie” lub „Ja jestem po prostu ambitna.”

Też tak kiedyś myślałam. Moje myślenie zmieniło się m.in, gdy zaczęłam słuchać swojej intuicji o której przeczytasz TUTAJ. Spotkałam wiele ludzi, przeprowadziłam wiele rozmów i przeszłam wiele procesów. Doprowadziło mnie to do punktu, w którym „przestałam się katować”. Być może ta historia oraz inne są Ci znane.

Przypadkowa rozmowa, która zmieniła wiele.

Spotkałam się pewnego razu z jedną z moich bliskich znajomych. Poszłyśmy do lasu na spacer. Dodam że znamy się już wiele lat.

-No i co tam u Ciebie słychać? – zapytałam

– A tam wiesz, jak to zwykle.- nie brzmiało to zbyt pozytywnie.

– A co się dzieje?

I tutaj zaczęła się lawina. To źle, tamto źle. Jej plantacja roślin nie chce rosnąć, „muszę” coś z tym zrobić. Drugi dom „muszę wyremontować”. „Muszę” zająć się tym i tamtym. Nie pamiętam, ile tego „muszę” usłyszałam, ale było ich tyle że normalny człowiek by chyba zwariował od tego „muszę”. Było tyle spraw do załatwienia, tyle rzeczy do zrobienia, tyle „pilnych”, że wszystko ją przytłoczyło. I było widać to w jej oczach, w tonie głosu, po wyrazie twarzy. Przygnębienie.

Przypomniałam sobie wtedy, że sama taka byłam. Więc zapytałam:

-A czemu chcesz remontować drugi dom?

– No wiesz, bo „muszę” przecież coś z nim zrobić.

– A czy tam jest zimno? Przeciekają ściany? Nie da się mieszkać?

– No nie, wszystko jest dobrze. Tylko trzeba zrobić remont.

– A czy osoba, która w nim mieszka narzeka, że czegoś jej brakuje?

– No nie.

-Czyli wygodzi na to, że na dzień dzisiejszy dom jest porządku.

– No niby tak, ale wiesz ja to „muszę” zrobić w końcu.

– A czy masz teraz na to ekstra czas i ekstra pieniądze? A przede wszystkim siłę, żeby zacząć remont domu oddalonego o 70 km?

– No nie, za dużo mam rzeczy na głowie.

– To po co w takim razie się katujesz tym, że „, musisz” to zrobić teraz?

– No w sumie masz racje, nie muszę robić tego teraz. Mogę zrobić to za jakiś czas.

Nie sądzisz, że czasem sami sobie szukamy problemów?

Tak samo sytuacja wyglądała z plantacją roślin. Nie było to nic co „muszę teraz już robić”.

Myślę, że mamy wystarczająco dużo obowiązków i dodatkowych spraw. Moim zdaniem dobrze je sobie posegregować na też naprawdę ważne i mniej ważne, które można zrobić za jakiś czas.

Inaczej sami jesteśmy sobie katem. Ale o tym w następnym rozdziale, czyli…

Chora Ambicja, przerost formy nad treścią.

Zawsze myślałam, że jestem po prostu bardzo ambitna. Miałam 23 lata i już wiedziałam czego chce. Tylko problem był w tym, że porównywałam siebie do osób o wiele starszych lub z o wiele większym doświadczeniem ode mnie. Z jednej strony to dobrze, jeśli zachowasz „zdrowy rozsądek”.

 Gorzej jest, gdy narzucasz sobie jakiś cel, który „musisz zrobić” bo uważasz, że jesteś w stanie, a tak naprawdę nie masz wystarczającej wiedzy czy doświadczenia, żeby go osiągnąć.

Wtedy łapałam doła. „Bo mi się nie udało, a miałam to zrobić”. Po jakimś czasie uświadomiłam sobie, że moja ambicja jest po prostu „chora”. Narzucam sobie za dużo obowiązków, z którymi sama sobie nie radzę, i jestem dla siebie katem.

A przecież negatywne emocje nas blokują. Nasz organizm i nasze życie, motywacje. Kiedyś o tym nie wiedziałam. Myślałam, że to „tak ma być”. Dopiero jak „odpuściłam” zobaczyłam jak wiele się dzięki temu zmieniło.

Dalej przeczytasz, o tym co się stało, że „zaczęło mi się układać”.

Despacito.

Tak, dobrze słyszysz. Na moje szczęście spotkałam kilka mądrych osób, które otworzyły mi oczy. Jedna z moich znajomych powiedziała mi kiedyś.

„Ah Martyna, tak jak Ciebie słucham to widzę siebie. Byłam taka sama. Ale powiem Ci jedno, jesteś młoda masz czas. Po prostu Despacito. Wyluzuj”.

Słyszałam to wtedy o kilku osób, ale nie rozumiałam, jak mam „wyluzować”.

Przecież jest tyle do zrobienia. Ja nie mam czasu „wyluzować”. Im bardziej się nakręcałam, tym mniej wszystko mi wychodziło. Dlaczego? Bo nie mogłam skupić myśli, wiecznie o czymś myślałam. O planach, o tym co zrobić, byłam jak „nakręcona”.

Odkryłam „Czym dla mnie jest Chora Ambicja”.

Przez „przypadek” wpadła mi na facebooku reklama o „Badaniu Odporności Psychicznej”.  Baj de łej o wszystkich „przypadkach”, które przytrafiają Ci się w życiu możesz przeczytać TUTAJ.

Zawsze chętnie biorę udział w różnych badaniach psychologicznych, więc zapisałam się również na ten. Test prowadziła Pani Nina Krasny z

In Harmony-Center, która zawodowym psychologiem oraz coachem. Bardzo Wam polecam współpracę z Panią Niną.. Dostałam test do wypełnienia, a po kilku dniach umówiłyśmy się na Skypa.

Wyniki mnie zaskoczyły. Okazało się, że:

Mam wysoką wiarę we własne umiejętności i pewność siebie. Nawet jeśli nie potrafię czegoś do końca zrobić , nie przeraża mnie to i jestem do końca pewna siebie.

NATOMIAST.

Podejmowanie wyzwań nie wyszło już tak dobrze. Bardzo mnie to zaskoczyło, bo zawsze uważałam, że jestem osobą odważną. Okazało się, że czuje się niepewnie w niestabilnym otoczeniu, i staram się ograniczyć pojawiające się zmiany.

Zbadałam swoją Odporność Psychiczną. Moje duże ambicje są w konflikcie z podejmowaniem wyzwań. Jedno wyklucza drugie i przez co sama dla siebie jestem katem. Tzn, byłam 🙂

Bardzo wierzysz w swoje umiejętności, chętnie się uczysz, ale większe zmiany powodują u Ciebie poczucie braku bezpieczeństwa. Więc jak rozwiązać ten konflikt interesów?

Dostałam od Pani Niny Krasny mnóstwo wskazówek, jak pracować nad danymi cechami. Jeszcze raz Wam ją polecam z całego serca.

Coś się zmieniło.

Wcześniej nie miałam czasu na nic. Żyłam w pędzie. Odmawiałam sobie przyjemności „bo musiałam coś zrobić”. Nie oglądałam filmów, bo to strata czasu, „trzeba było czytać książkę rozwojową”. Nie byłabym wstanie usiąść na kanapie bez wyrzutów sumienia, zrelaksować się i obejrzeć dobry film.

Wieczna presja na rozwój, która mnie przerastała.

Moja lista „rzeczy do zrobienia dalej jest długa”. Przestałam jednak sobie mówić „muszę” zbyt wiele razy. Zaczęłam organizować sobie czas tak, aby mieć go dla siebie, na prace i naukę. Moje życie jest intensywniejsze niż było, a mimo wszystko „wyluzowałam”. Nie wmawiam sobie, że „już teraz muszę coś zrobić”, gdy tak naprawdę nie jest to na cito. Jeśli jestem zmęczona, porostu kładę się i leżę. Albo się „odmóżdżam”.

Gdy przestałam karmić się napięciem, stresem i chorą ambicją coś się „odblokowało”. Nie wiem nawet jak to nazwać, odblokowała mi się energia? W każdym razie zaczęłam przyciągać to co chciałam przyciągać. Sprawy idą po mojej myśli, i mimo tego że dalej nie jest w  100% tak jak bym chciała NIE SPINAM SIĘ.

W tym zwariowanym świecie, który nam wiecznie coś wmawia i karmi stereotypami zachowajmy umiar. Przestałam się katować. Jestem szczęśliwsza i spokojniejsza. Bo w życiu o to chodzi, żeby być szczęśliwym 🙂

 Zapraszam Cię do odwiedzenia mojego fanpage

@Martyna.art klikając TUTAJ oraz

insta @art_martyna 🙂